OBEJRZY DARMOWY FILM JAK NAPISAĆ KSIĄŻKĘ JAK STWORZYĆ INFOPRODUKT!

Imię:
Adres email:

środa, 24 sierpnia 2016

Zasady pisania tekstów naukowych


Zasady pisania tekstów naukowych Beata Stępień ZOBACZ>>>


 
Podstawy pisania tekstów naukowych 1.1. Prawdy i mity o naukowym pisaniu Wielu z nas wydaje się, że umiejętność pisania jest darem danym niektórym w prezencie, podczas gdy ci nim nieobdarzeni męczą się, aby przekazać czytelnikowi swoje myśli. Tak nie jest. Pisanie, zwłaszcza naukowe, jest rzemiosłem, pracą do wykonania i jej jakość, tempo oraz rezultaty zależą od kilku czynników:

• nastawienia do procesu pisania (patrz pkt 1.1.1); 

• pracy włożonej w przygotowanie (patrz pkt 1.1.2); 

• dotychczasowego doświadczenia, kompetencji i cech osobowości, jako składowych warsztatu pisarza (patrz pkt 1.1.3). Nawet dla tych, którzy uchodzą za utalentowanych, pisanie nie jest jedynie radosnym przelewaniem na papier twórczych olśnień. To praca jak każda inna i jeśli nauczymy się, jak się do niej przygotować, z jakich metod i narzędzi korzystać, tym mniej czasu będziemy poświęcać na jej sprawne wykonanie i tym lepsze otrzymamy rezultaty.  I tutaj przyszła pora na pozornie złą wiadomość. Umiejętnego pisania tekstów, jak każdego rzemiosła, uczymy się poprzez ćwiczenie pisania przy użyciu stale wzbogacanego warsztatu. Styl pisarstwa naukowego ewoluuje, zmieniają się narzędzia, których używamy, powstają nowe formy wypowiedzi, dochodzi do zmian w metodologii. Warto więc założyć, że doskonalenie pisania trwa cały czas – aż do momentu zakończenia pisania. 

1.1.1. Nastawienie do procesu pisania

Zanim przystąpiłam do pisania tej książki, przeczytałam wiele na temat zagadnień, jakie w niej omawiam. Zrobiłam to z przyjemnością, choć nie zawsze to, co czytam zawodowo, inspiruje mnie i cieszy. Zawarte w książkach i artykułach obserwacje na temat pisania uzmysłowiły mi, że nie pisałam dobrze (choć wydawało mi się, że potrafię) i że nie lubiłam pisać tekstów naukowych.  Wielu z nas – pomimo że robimy to niemal na co dzień – podchodzi do pisania jak do wizyty u dentysty; zdajemy sobie sprawę, że to konieczne, ale świadomość potencjalnego bólu nie napawa radością i optymizmem. Podobnie jest z pisaniem: wiemy, że musimy wykonać tę pracę, ale boimy się, że:

• spędzimy długie wieczory, poprawiając wielokrotnie każde zdanie, które i tak nie odda w pełni tego, co chcemy przekazać; 

• spotka nas miażdżąca krytyka lub wymowna, złowróżbna cisza ze strony audytorium po wygłoszeniu referatu; 

• recenzja, jaką otrzymamy, zdyskredytuje nasze dzieło i przeczytamy, że recenzent w swojej wieloletniej karierze naukowej nie spotkał się jeszcze z tekstem obarczonym taką liczbą – i to tak poważnych – błędów połączonych z jawną ignorancją autora/autorki. Opisane lęki przeszkadzają nam w wykonywaniu pracy. Aby nie dopuścić, żeby nasze obawy stały się rzeczywistością, warto na początek porzucić dywagacje o potencjalnie zgubnych skutkach twórczych wysiłków. Działania autodestrukcyjne, poza ćwiczeniami wyobraźni, nic nie wnoszą, a jedynie oddalają nas od celu, jakim jest zawarcie mądrej treści w zgrabnej formie.  Becker w swoje książce Warsztat pisarski badacza opisuje, jak powszechne jest niechętne nastawienie do pisania przejawiające się wykształceniem rytuałów związanych z pisaniem. Odwlekamy tę czynność, bo wydaje się nam, że bez zaopatrzenia się w mieszankę studencką i czekoladę czy umycia okna w salonie nic twórczego i błyskotliwego z siebie nie wykrzeszemy. Wykonując przedwstępne rytuały, wierzymy, że tym razem nasza praca „wykona się” bezboleśnie i szybko. Efekty pisania są jednak dokładnie takie same, jak bez ceremoniałów, tyle że straciliśmy czas.  Mitologizacja procesu pisania działa równie destrukcyjnie, jak negatywne autoprojekcje.  Można doszukać się pozytywów w utrwalaniu przedpisarskich rytuałów (dzięki temu mamy posprzątany dom lub zapasy jedzenia). Sugeruję jednak pozbyć się tych przyzwyczajeń na rzecz efektywnego pisania. Aby nasze wysiłki były skuteczne, potrzebne będzie jednak poświęcenie czasu i energii na właściwe zorganizowanie warsztatu. 

1.1.2. Przygotowanie do pisania

Przygotowanie to zwiększenie prawdopodobieństwa sukcesu.  Czytelniku, ile razy zdarzyło Ci się postanowić, że od jutra będziesz codziennie, przez następne trzy miesiące, pisać od trzech do pięciu stron tekstu? Słyszałam zbyt wiele takich deklaracji (cudzych i własnych), które kończyły się ich niedotrzymaniem. Postanowienia z grupy „od jutra” są powszechnymi, niebezpiecznymi iluzjami, którym ulegamy. Mają zwodniczy urok, przed ich realizacją wydają się całkiem możliwe do wykonania, bo przecież poprzedziliśmy je kalkulacjami:

• podzieliliśmy pożądaną/przeciętną objętość dzieła przez liczbę dni, jaka nam została do jego oddania; 

• dodaliśmy czas na korektę i edycję; 

• dorzuciliśmy parę dni na oczekiwanie na recenzję roboczej wersji; 

• doliczyliśmy dla bezpieczeństwa np. tydzień na odpoczynek. Powzięcie decyzji o systematycznej realizacji pisarskiego celu pozwala nam myśleć, że jesteśmy zorganizowaną, odpowiedzialną jednostką, która dokonała dokładnych obliczeń, rozpisała zadania, wytyczyła cele cząstkowe i już od jutra przystąpi do realizacji tego misternego planu, który – ku naszemu szczeremu zdziwieniu – okazuje się zbyt restrykcyjny. Wygodną cechą planu „od jutra” jest duża elastyczność: z upływem czasu zwiększamy w nim liczbę stron, które mamy napisać w ciągu dnia, i stopniowo skracamy czas na korektę i odpoczynek. W końcu postanawiamy nie dawać nikomu tekstu do przeczytania i skomentowania bądź też – w przypadku pracy doktorskiej – uznajemy, że nasz promotor nie ma własnego życia i ochoczo porzuci wszystkie nieistotne sprawy, jakimi się dotychczas zajmował, na rzecz całodobowej lektury naszego dzieła. Nie znam wielu osób, które każdorazowo po takich postanowieniach, codziennie wypełniały plan napisania kilku stron dziennie i po trzech miesiącach wstały od biurka, dzierżąc w dłoni gotowe, mądre, spójne i stylowe pisarsko dzieło. Rzadko tak bywa, a dzieła – niestety – nie chcą pisać się same. Wdrożenie poniższych wskazówek w życie jest trudne, ale przynosi pożądane rezultaty w postaci, jeśli nie dobrych, to przyzwoitych tekstów naukowych napisanych na czas.  Wytyczanie celów, dzielenie dużego zadania badawczego na mniejsze, obliczanie czasu potrzebnego na realizację zadań cząstkowych itd. ma nie tylko wartość terapeutyczną, ale jest też przydatne, bo zbliża nas do osiągnięcia celu. Polecam takie działanie, ale… Odradzam pisanie bez przygotowania. Postanowienia o codziennym pisaniu mają szansę się ziścić wtedy, kiedy wiemy, o czym i jak pisać. Nie piszmy, zanim nie uporządkujemy, co chcemy przekazać czytelnikowi. Brak przygotowania, w postaci uzyskania odpowiedzi na poniższe pytania, skutkuje tym, że proces pisania się wydłuża i przynosi mierne rezultaty.

Przed pisaniem ustal:

• O czym ma być tekst?

 Jaki jest problem? Jak brzmi ten problem w jednym zdaniu? 

 Dlaczego to jest problem? 

 Co myślą inni na ten temat? 

 Co ja myślę? Kiedy się zgadzam, a kiedy mam inne zdanie? 

• Jaki jest cel tego tekstu? 

 Czy ma pokazać dany wycinek rzeczywistości z określonej perspektywy? Jeśli tak, to po co? 

 Czy ma zaprzeczyć jakimś ustaleniom, poglądom? 

 A może ma coś odkryć? Opisać nieznane dotąd cechy, jakieś związki, relacje? 

 Czy ma porządkować dany obszar? 

 Czy cel wynika z problemu badawczego? Jeśli nie, zmień problem lub cel.   Jak brzmi mój cel w jednym zdaniu? Czy wskazuje na to, co ma być efektem moich rozważań? 

 Czy mam jakieś założenia, tezy, hipotezy, które chcę udowodnić, zweryfikować? 

• Jak zrealizować cel, rozwiązać problem?   Jakie teorie naukowe, koncepcje będą przydatne do rozwiązania problemów badawczych?

 Jakie są związki logiczne pomiędzy tymi koncepcjami? Czy się uzupełniają, wykluczają? Dlaczego tak jest? 

 Jakie metody badawcze są potrzebne? Dlaczego takie? Czy będą optymalne; trafne i rzetelne? Jakie mają zalety, wady, ograniczenia, zastosowanie itd.? 

• Jak ułożyć myśli w jeden spójny, logiczny układ? 

 Jakie elementy, obszary składają się na problem? 

 Jakie elementy, części muszę opisać, rozwiązać, żeby osiągnąć cel? 

 Jakie są związki pomiędzy tymi elementami? 

 Co jest przesłanką, co danymi, a co wynikiem rozważań? Udzielając odpowiedzi na te pytania, możemy być gdziekolwiek i robić cokolwiek z jednym zastrzeżeniem: warto później te przemyślenia spisać i uporządkować (np. w postaci map, a później ram koncepcyjnych, schematów analitycznych itd. – patrz rozdz. 3, aneks), aby je później wykorzystać podczas pisania. Odpowiadanie jest w istocie dużo ważniejsze i bardziej czasochłonne, niż sam proces pisania. Wymaga też zgromadzenia, przeczytania i klasyfikacji odpowiedniej literatury, a często i przygotowania badań empirycznych. Jeśli właściwie przemyślimy, dlaczego, o czym, dla kogo piszemy tekst oraz jakimi metodami i w jakim układzie chcemy rozwiązać nasz problem badawczy, możemy przystąpić do pisania. W trakcie pracy pomocne jest też wcześniejsze przemyślenie, o czym zamierzamy pisać. Plany o codziennym pisaniu przez długi okres nie są realizowane głównie dlatego, że pomiędzy pisaniem kolejnych części tekstu potrzebujemy czasu na zebranie informacji czy ułożenie myśli.  Załóżmy, że plan działania związany z pisaniem powstał już po uzyskaniu odpowiedzi na powyższe pytania i zaczynamy jego realizację. Zasiadamy do biurka z zamiarem napisania kilku stron. Przelewamy na papier kilka zdań, po czym – w ramach dbałości o jakość dzieła – postanawiamy przeczytać to, co napisaliśmy. Wnioski po takiej lekturze bywają różne, ale dość często kończą się próbami poprawienia naszego tekstu. Efektem jest mniejsza liczba stron, niż zakładaliśmy i dłuższe siedzenie przy biurku.  Poprawki czynione tuż po napisaniu fragmentu tekstu są najczęściej nieefektywne; marnujemy czas na wykonywanie pracy, co do której nie mamy potrzebnego dystansu, stąd niezadowalający rezultat. Korekta tekstu jest niezbędna; należy poświęcić na nią więcej czasu niż na pisanie (o ile jest to efektywne pisanie). Aby była skuteczna, między skończeniem pierwszej wersji tekstu a rozpoczęciem pracy nad korektą musi upłynąć trochę czasu. Możemy wtedy nabrać dystansu do dzieła, przemyśleć pewne kwestie i pozbyć się emocji związanych z przywiązaniem do ciężko przelanych na ekran słów, fraz i zdań. Dzięki takim korektom można znacząco poprawić treść, układ i formę dzieła (patrz podrozdz. 1.2).

Kolejnym błędem, jaki popełniamy podczas godzin spędzonych nad przygotowaniem tekstu, jest jednoczesne pisanie i poszukiwanie bibliografii. Kończy się to bałaganem na biurku (jeśli preferujemy czytanie drukowanych tekstów innych autorów) lub zmarnowaniem czasu na otwieranie i zamykanie kolejnych plików przy jednoczesnej mniejszej, niż zakładaliśmy, objętości napisanego tekstu.  Poszukiwanie cytowań zajmie mniej czasu, jeśli czytając publikacje, będziemy robić notatki lub „wyklejać” części tekstu do plików, które nazwiemy w określony sposób. Podczas pisania warto po prostu zaznaczyć miejsce na dodanie bibliografii, wstawiając w tekst znak, symbol lub słowo, które potem będziemy w stanie rozszyfrować. 

1.1.3. Warsztat piszącego badacza – organizacja pracy

Pisanie to praca i wymaga nie tylko przekuwania myśli w tekst, ale też ciągłego doskonalenia metod i narzędzi pomocnych w jego tworzeniu. Dobre przygotowanie to więcej niż połowa sukcesu, a jego kwintesencję oddaje cytat z Norwida.  „Pracować musisz” – głos ogromny woła, Nie z potem dłoni twej, lub twego grzbietu, (Bo prac początek, doprawdy, jest nie tu): „Pracować musisz z potem twego CZOŁA!”  C.K. Norwid, Praca Na przygotowanie tekstu składają się zbieranie, analiza, synteza i organizacja informacji, przeplatane sesjami wewnętrznej burzy mózgu lub twórczymi spotkaniami, których celem jest porządkowanie głównych myśli. Wypracowanie koncepcji tekstu naukowego lub badania może (i powinno) odbywać się z dala od komputera, do którego i tak będziemy musieli usiąść, aby spisać nasze wstępne przemyślenia czy narysować logiczny zarys, schemat artykułu, pracy doktorskiej, rozdziału monografii itd.  Sainani twierdzi, że przygotowanie pracy naukowej związanej z tekstem zajmuje około 70% całego czasu, a jedynie 10% to czas poświęcony na pisanie pierwszego draftu. Pozostałe 20% to czas potrzebny na korektę i rewizję tekstu. Te szacunki są bardziej postulatami, do których należy dążyć, niż odzwierciedleniem rzeczywistości, w ramach której czas na korektę i rewizję zbyt często zostaje skracany przez odkładanie pisania na jutro.  Osiągnięcie tych proporcji zwiększa wdrażanie w życie następujących wskazówek:

• nie pisz i nie zbieraj informacji jednocześnie, 

• zbierz informacje i logicznie je uporządkuj PRZED PISANIEM, 

• opracuj swój własny system zbierania i organizacji danych, 

• stwórz logiczną mapę/plan swojego tekstu, zanim usiądziesz do pisania. Aby stworzyć taką mapę: pogrupuj podobne myśli, a następnie poukładaj je (przed napisaniem) w logiczną całość. Nie każ swojemu czytelnikowi samodzielnie poszukiwać odpowiedzi w różnych fragmentach tekstu; spróbuj poprowadzić go za rękę przez sposób Twojego myślenia. Żeby to zrobić, musisz wiedzieć, po co i kiedy przekażesz czytelnikowi daną informację.  Jak grupować myśli i konstruować kolejne części tekstu?

• Wymień wszystkie argumenty świadczące o jakimś zjawisku (np. w kolejnych dwóch paragrafach, podrozdziałach) – dlaczego tak jest, co wiadomo: od ogółu do szczegółów – synteza wiedzy. 

 Podaj kontrargumenty przeczące danemu zjawisku (np. w kolejnych dwóch paragrafach, podrozdziałach): czego nie wiadomo, co jest niejasne, gdzie są sprzeczności, luki, niespójności; od najmocniejszych do najsłabszych argumentów – przeprowadź syntezę argumentów.

Dyskusja – omów poglądy Twoje i obce na temat sprzeczności, niewystarczająco dobrze opisanego zjawiska itd. w kolejnej części pracy (np. dwa paragrafy) – analiza. Po sporządzeniu mapy uporządkowanych myśli przychodzi pora na opracowanie pierwszej wersji tekstu (draftu). Celem stworzenia pierwszej wersji nie jest uczynienie jej ostateczną. Piszemy ją po to, aby zebrać wszystkie myśli i fakty znajdujące się na mapach i schematach analitycznych w jedną, w miarę logiczną i spójną całość (o tym w rozdz. 3). Naszym zadaniem jest wyprodukowanie w miarę poprawnych gramatycznie zdań: nie muszą być piękne, mają jedynie oddawać to, co myślimy na dany temat. Piszemy prosto, nie zastanawiamy się za długo nad stylem. W zdaniach zawieramy główny sens tego, co chcemy przekazać, i nie dążymy do perfekcji.  Pora na dbanie o detale nadchodzi wraz z korektą. Przydatnym okazuje się przeczytanie na głos tego, co napisaliśmy. Mózg pracuje inaczej, kiedy słyszymy tekst, niż kiedy tylko cicho czytamy. Poprawianie przychodzi wtedy łatwiej, a zdania nabierają naturalnego szyku. W ramach korekty pozbywamy się też zbędnych fraz i słów. Wymaga to jednak nabrania dystansu do tego, co właśnie w pocie czoła przelaliśmy na papier. Wyrzucanie zbędnych słów, zamiana strony biernej na czynną, pozbywanie się nudnych czasowników i karkołomnych konstrukcji to konieczność; dzięki temu ratujemy cenne myśli, pozbawiając je słabej formy (o zabiegach poprawiających formę tekstu patrz rozdz. 3). Dokonując korekty, warto postawić się w pozycji czytelnika: fragment, nad którym spędziliśmy kilka godzin, może okazać się cenny tylko dla nas, podczas gdy czytelnik uzna go za zbędną dygresję, odwracającą jego uwagę od głównego wątku. Mając na uwadze odbiorcę tekstu (bo przecież dla niego piszemy), rozsądnym zabiegiem jest danie swojego tekstu do przeczytania innym, zanim wyślemy go do wydawcy lub przekażemy promotorowi. Nie muszą to być osoby znające zagadnienie. Nawet bez szczegółowej wiedzy na temat opisywanego obszaru czytelnik powinien łatwo zidentyfikować cel i znaczenie tekstu, jego główną wartość dodaną i główne konkluzje. Po lekturze powinien uznać, że układ tekstu zapewnia mu nie tylko odnalezienie tych elementów, ale przekonuje go do tego, że tekst jest ważny, potrzebny, o on odnosi wrażenie, że konkluzje są trafne. Jeśli zdecydujesz się na przekazanie swojego tekstu do wstępnej oceny komuś znajomemu, zapytaj, które części były najtrudniejsze do przeczytania lub najmniej zrozumiałe i popraw je. Potraktuj poważnie każdy komentarz, nawet jeśli wyda Ci się nietrafiony: skoro ktoś odniósł takie wrażenie, to podobnych odczuć może być więcej.  Przy okazji obarczania innych koniecznością czytania naszych tekstów: sugeruję obciążać tym zadaniem ludzi spoza kręgu naszych zdeklarowanych adoratorów lub najbliższej rodziny. Najlepszym czytelnikiem będzie ktoś, kto nas zna, ale nie żywi do nas ciepłych uczuć w dawce nakazującej powstrzymywanie się od cierpkich komentarzy.  Korekta dotyczy: 

• sprawdzenia, czy nasze dzieło ma cechy tekstu naukowego (patrz podrozdz. 1.2); 

• poprawienia wszystkich niedoskonałości; 

• dokonania właściwej edycji technicznej według wymaganego stylu wydawcy (marginesy, cytowania, bibliografia, rysunki, tabele itd.); 

• sprawdzenia interpunkcji, literówek itd.; 

• sprawdzenia kompletności bibliografii. Obok właściwej organizacji pracy, pisarską formę wzbogaca czytanie dobrych tekstów i zapamiętywanie nie tylko ich treści, ale też stylu. Nie radzę go jednak kopiować – to zazwyczaj przynosi mierne rezultaty, a tekst staje się niespójny. Lepiej rozwijać i szlifować własny, zamiast kopiować cudzy styl.  Warto zwracać też uwagę na to, jak wygląda kompozycja dobrego tekstu, jaka np. składnia nam się podoba, jak rozłożone jest „napięcie” w tekście naukowym. Choć w ramach podrozdziału 1.2 nie było o tym mowy, to dobre teksty naukowe są zbudowane jak ciekawie opowiedziane historie przy zachowaniu wszystkich cech pisarstwa naukowego. W wielu fragmentach zaskakują czytelnika celnymi spostrzeżeniami, ale pozwalają też odetchnąć, przygotowując odbiorcę na kolejną umysłową atrakcję.
ZOBACZ CAŁOŚĆ:

środa, 27 lipca 2016

PRZESTRZEŃ NA PISANIE CZYLI JAK ZAJĄĆ SIĘ TYM NAPRAWDĘ


1. Zacznijmy…

…od wizualizacji:

Pytanie 1*.

Wyobraź sobie, że rok swojego życia spędzasz na pisaniu, żyjąc w możliwie najprostszy sposób. Gdzie jesteś? Czy na odludziu? Czy to są góry, pustynia, wyspa? Jaka jest pogoda? Jak się tam mieszka? Co musisz ze sobą zabrać, a co możesz zostawić? W jaki sposób to miejsce przypo­mina twoją obecną sytuację, a w jaki sposób różni się od niej?

…………………………………………………………………………… ……………………………………………………………………………

Pytanie 2.

Wyobraź sobie, że piszesz list do kogoś, kogo dobrze znasz, wyjaśniający twoją decyzję. Z kim będziesz roz­mawiać? Jak to uzasadnisz?

…………………………………………………………………………… ……………………………………………………………………………

Pytanie 3.

Co będziesz pisać przez ten rok? Czego oczekiwałaś przed wyjazdem? I co naprawdę robisz?

…………………………………………………………………………… ……………………………………………………………………………

Pytanie 4.

Czego dotyczą twoje lęki, niepokoje, rozczarowania? Przedstaw trudności obecnej sytuacji. Co jest naj­gorsze? Z drugiej strony, co zyskałaś?

…………………………………………………………………………… ……………………………………………………………………………

Pytanie 5.

Zapisz pierwszy i ostatni akapit tego, co napisałaś w ciągu roku. W jaki sposób jest to nowe, ciekawe, inne?

…………………………………………………………………………… ……………………………………………………………………………

Pytanie 6.

Spójrz na ten rok z dystansu. Jak się czułaś, kiedy mieszkałaś sama, nie rozmawiając wiele, zajęta własną pracą? Co odkryłaś? Jakie było twoje najważniejsze doświadczenie?

…………………………………………………………………………… ……………………………………………………………………………

– Jak wam się pisało? – to pytanie miałam wielo­krotnie zadawać na naszych spotkaniach.

– Dobrze – Ania odpowiedziała za wszystkie. Alek­sandra z Izą tylko pokiwały głowami.

– Jak się teraz czujecie? – dopytywałam. – Właśnie rok swojego życia spędziłyście na pisaniu.

– Bardzo mi się podobało – zaczęła Ania. – Chociaż w połowie roku poczułam, że brakowałoby mi towarzy­stwa ludzi. Ludzie mnie inspirują. Potrzebuję ich, aby tworzyć. Właściwie to w trakcie przeprowadziłam się. Na początku wyobraziłam sobie dom w górach, ale po dwóch miesiącach przeniosłam się do miasta, do kawa­lerki, w której mieszkałam sama.

– Aha – starałam się powstrzymać od komentarzy.

– A ja czułam się świetnie. Zaczęłam pisać powieść kryminalną… A przede wszystkim pisałam artykuły na blog. Tak się rozpędziłam, że publikowałam codziennie – opowiadała Iza. – Nie zanotowałam ani początku, ani końca tego, co pisałam, ale zapisałam chyba z dzie­sięć tytułów. No i mieszkałam w małym domku na wsi. Tylko raz w tygodniu bywałam w mieście, aby zrobić zakupy – opowiadała Iza. – Świetnie mi się pisało.

– Fajna zabawa – dodała Aleksandra. – Ja nie na­pisałam pierwszego akapitu. Raczej zaczęło mi się po­jawiać, chciałabym pisać. Ciekawe ćwiczenie. Bardzo pobudzające wyobraźnię.

– Dlatego je przyniosłam – nie udawałam zadowo­lenia. – Właśnie spędziłyście rok na pisaniu. To, co przeżyłyście – jest wasze. Nikt wam tego nie zabierze. Proponuję, abyście w domu przejrzały, co napisałyście, co sobie wyobraziłyście. Potraktujcie to jak wskazówkę. Zobaczcie, co z tego możecie przenieść do swojego życia.

– Chyba częściej będę chodzić do parku – głośno za­stanawiała się Iza. – No i mam te tytuły, czyli dziesięć pomysłów na artykuły.

– Okay.

– Czuję, że potrzebuję przyrody. O przeprowadzce nie ma mowy, ale po pracy mogę wracać drogą przez park – ciągnęła swoją myśl Iza.

– U mnie nie ma szans, bym zamieszkała sama – mó­wiła Ania. – Ale chyba nawet nie chcę mieszkać sama. Kupię sobie ładne pióro albo długopis…

– Dobrze Aniu… – przez chwilę się zastanawiałam, jak myśli przenieść na słowa. – Chcę Was tylko uczulić na pewną rzecz. Najpierw piszcie, a potem szukajcie tych idealnych dodatków.

– Jasne – roześmiała się Aleksandra. – Znam to. Kiedyś chciałam malować. Uznałam, że potrzebuję specjalnych farb. Kupowałam je przez pół roku. I oczy­wiście nie malowałam, chociaż w domu miałam jakieś akwarele. A gdy już kupiłam odpowiednie farby, do­stałam nową pracę i nie miałam czasu…

– Właśnie o to mi chodziło. Najpierw piszcie, a w trakcie pisania szukajcie tego, co was inspiruje, co wam pomaga. W domu możecie się jeszcze trochę po­bawić z wizualizacją.

Wyobraź sobie swoją książkę. Opisz ją. O czym jest? Jaką ma okładkę (może zaprojektujesz ją w programie graficznym)? Ile ma mieć stron?

 
 
 WIĘCEJ W:
Piszę, bo chcę! Poradnik kreatywnego pisania. Jak napisać książkę?  Krystyna Bezubik ZOBACZ>>>
 
 

środa, 6 lipca 2016

Powołanie literackie


... powołanie [literackie] jest również wyborem...

(Mario Vargas Llosa)

Najważniejszą cechą powołania literackiego jest być może to, że kto je poczuł, samą jego realizację traktuje jak naj­większą nagrodę, większą niż wszystkie, jakie dzięki swej działalności mógłby zyskać.

(Mario Vargas Llosa)

Sama chętnie podpisałabym się pod tymi słowami. Pisanie zaczyna się w chwili, gdy podejmujemy decyzję: „Chcę pisać!”. I głęboko wierzę w to, że każdy, kto czuje potrzebę wyrażania siebie poprzez słowo, może to robić. Ta wewnętrzna potrzeba jest głosem naszej intuicji. Po­słuchanie jej i pójście za jej podpowiedziami może roz­począć przygodę z piórem, wyobraźnią i samym sobą.

Szkoda tylko, że nie każdy, kto tego pragnie, podej­muje wyzwanie, jakie stawia przed nim pisanie. Samo powołanie często to za mało. Samo powołanie może nie wystarczyć, gdy brakuje wiary w talent, a w głowie krąży pytanie: „Po co ci to?”. Na swojej drodze spotkałam na­prawdę wiele osób, które chciałyby pisać, ale… nie mają na to czasu; nie wiedzą, jak zacząć; nie wierzą, że mają talent; nie potrafią skończyć książki; boją się odrzucenia i tego, że nikt nie będzie chciał ich czytać. Z takimi oso­bami pracowałam na kursach. Z myślą o nich pisałam tę książkę, więc jeśli myślisz: „Chcę pisać, ale…” – co­kolwiek wstawisz po „ale” – książka jest dla CIEBIE.

Na prowadzonych przeze mnie zajęciach zauwa­żyłam, że niezwykle ważne dla pisania jest pokonanie blokad, rozprawienie się demonami, które zatrzymują początkującego autora na etapie: „Chcę pisać” lub pi­sania do szuflady. Dlatego pierwsza część poradnika dotyczy głównie pracy z blokadami i budowania wiary w to, że mogę pisać.

Druga część jest poświęcona rozwijaniu warsztatu pisarza. Zawiera omówienie najważniejszych zagadnień dotyczących tkanki prozatorskiej. Na pewno nie wyczer­puje wszystkich zagadnień związanych z pisaniem opo­wiadań czy powieści, jednak znajdują się w niej najważ­niejsze, moim zdaniem, tematy, wyzwania, które stoją przed każdym początkującym autorem: pisać sponta­nicznie czy planować, punkt widzenia, konstrukcja fa­buły, tworzenie bohatera, pisanie dialogu, opis.

Książka ta – to także kilkadziesiąt ćwiczeń, które pomogą ci przepracować blokady, rozwinąć kreatyw­ność, rozpisać się i przećwiczyć poszczególne elementy warsztatu pisarza. Sugeruję wykonanie wszystkich ćwi­czeń. Nawet jeśli wydadzą ci się śmieszne, głupie lub mające niewiele wspólnego z tym, co piszesz. Ich celem jest jednak pobudzenie twojej kreatywności. Mają ci pomóc potraktować pisanie bardziej na luzie, w formie zabawy. Jestem zwolenniczką odkrywania lekkości w pisaniu, dlatego też wybrałam ćwiczenia, które tę lekkość wnoszą. Dodatkowo cytuję fragmenty książek Stephena Kinga (Pamiętnik rzemieślnika) i Umberto Eco (Wyznania młodego pisarza) i inne. Zestawiam ze sobą skrajnie różne podejścia do pisania, planowania, tworzenia opisów. Chcę, abyś miała (miał) świadomość, że pisarze różnie mogą podchodzić do tych samych za­gadnień. Czytając wypowiedzi Kinga czy Eco, zadawaj sobie pytania: „które podejście jest mi bliższe?”, „jak ja wolę pisać?”.

Książkę też wzbogaciłam o dodatek, bonus. Są w nim dodatkowe ćwiczenia, które opracowałam na spotkania Kawiarni Literackiej. Zdecydowałam się też przedru­kować artykuł z mojego bloga pt. „Gramatyka”. Na ogół na kursach tego tematu nie poruszałam. Raczej rozma­wialiśmy o nim na spotkaniach Kawiarni Literackiej. Uznałam jednak, że wzbogaca i uzupełnia rozważania dotyczące warsztatu pisarza.

Całkiem świadomie pominęłam temat związany z re­dakcją tekstu, przygotowaniem go do druku. Planuję ten temat opisać w następnym poradniku, dotyczącym wydawania i promowania książki. Jednak w dodatku znajduje się przedruk mojego artykułu z bloga: „Jestem błędziarą”, w którym podaję w skrótowej formie wska­zówki dotyczące poprawiania tekstu.

Dzięki osobom, które przychodziły na moje warsz­taty, zrozumiałam, że chodzi o coś więcej niż pisanie. Czasami chodziło o poznanie samego siebie. Czasami o zapomniane i przypomniane marzenia. Z czasem określenia uczestniczek kursów stały się moimi okre­śleniami. Na przykład: „Noszę w sobie książkę” – usły­szałam na jednej z konsultacji, a potem wielokrotnie powtarzałam sama „noszę w sobie książkę”. Od po­czątku nosiłam w sobie ten poradnik. Książkę o pi­saniu. Książkę, której dodatkową wartością będzie zapisanie doświadczeń wyniesionych z kursów. Tak, znajdują się w niej ćwiczenia, zdania zaczerpnięte z in­nych publikacji. Ale równocześnie są niej przemyślenia moje i moich kursantek. Wprowadzam je jako dialog między mną, Izą, Aleksandrą i Anią. Nieprzypadkowo wybrałam formę dialogu; formę rozmów o pisaniu przy kawiarnianym stoliku. Chcę, abyś czytając, poczuła się (poczuł się), jak byś była (był) na kursie. Jakbyś uczestniczyła (uczestniczył) w naszych rozmowach. Jeśli prowadząca zajęcia zadaje pytanie, odpowiedz na nie. Przeczytaj uważnie słowa uczestniczek kursu. Za­stanów się, czy myślisz podobnie. A może masz inne zdanie w danym temacie? Zastanów się, na ile blokady uczestniczek kursu są twoimi blokadami. Na ile ich wy­bory mogą być twoimi wyborami. Jeśli się z nimi nie zgadasz – poszukaj swojej odpowiedzi i swojego roz­wiązania. Rozmowy, które zapisałam, potraktuj jak lu­stro i inspirację dla własnego pisania i myślenia o nim.

Kim są bohaterki tego poradnika?

Ania pisze od dawna. Jej książka, której długo nie chciała mi pokazać, ma już około stu stron. Właściwie to kolejne podejście. Kolejne sto stron. Tym razem chce napisać książkę do końca.

Iza nigdy nie pisała. Planuje założyć blog. Chce się podzielić z innymi tym, co przeżyła, przemyślała. Aby nikogo nie pouczać, pragnie swoim wpisom nadać formę literacką. Może bajek. Może opowiadań.

Aleksandra pisała jako nastolatka. Potem przestała. Doszła do wniosku, że jej polszczyzna jest zbyt uboga, aby wyrazić na piśmie to wszystko, co czuje, myśli. W takim przekonaniu utrzymuje ją mąż – dziennikarz. A jednak ona chce pisać. Na kurs zapisała się w tajem­nicy przed wszystkimi znajomymi.

Są w różnym wieku. Mają rodziny, pracę, studia. Na pierwszy rzut oka nie wyróżniają się niczym szcze­gólnym. Łączy je jedno – potrzeba pisania.

Czy istnieją naprawdę? I tak, i nie. Nie, bo tworzę i ożywiam je na potrzeby tej książki. Tak, bo ich słowa, obawy są zapisem tego, co słyszałam od osób, z którymi pracowałam. Razem z nimi przejdziemy przez etap tworzenia przestrzeni na pisanie, szukania inspiracji, motywacji, pracy z blokadami i nauką warsztatu.

Zacznijmy. Siedzimy w kawiarni przy wspólnym stoliku. Za chwilę kelnerka przyniesie nasze zamówienie. Iza wyjęła z torby zeszyt, który specjalnie kupiła na tę okazję. Aleksandra rozgląda się wokoło. Skupiona Ania nie spuszcza ze mnie wzroku. To nasze pierwsze spo­tkanie. Wszystkie wiemy, że coś się właśnie zaczęło.

środa, 15 czerwca 2016

Szkoła twórczego pisania. Jak zostać autorem bestsellerowych powieści

Co sprawia, że książka staje się literackim przebojem?
Jak napisać książkę, w której zakochają się czytelnicy?
Czy istnieje przepis na bestseller?
Geniusz to wynik 1% natchnienia i 99 % wypocenia
Thomas Alva Edison
Napisać powieść jest łatwo. Jednak napisać dobrą powieść — to już zupełnie inna sprawa. Jeśli pragniesz, by Twoje dzieła nareszcie opuściły szufladę biurka lub katalog o nazwie "prywatne, nie czytać", musisz się do tego odpowiednio przygotować. Sam talent, nawet doprawiony twórczą weną, niestety nie wystarczy. Warunkiem niezłego pisarstwa jest doskonałe opanowanie rzemiosła, na które składa się znajomość mechanizmów rządzących światem dzieła literackiego oraz twórcze posługiwanie się językiem.
Z pewnością nie dziwi Cię fakt, że aktorzy, tancerze, graficy doskonalą swoje umiejętności w szkołach i na warsztatach artystycznych. Czemu więc nie kształcić talentów pisarskich? Kreatywne pisanie jest dziedziną niezwykle popularną w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. "A co z natchnieniem?" — pomyślisz. Otóż, o ile można wyobrazić sobie wiersz powstały pod wpływem nagłej iluminacji, to 500-stronicowa powieść musi być owocem systematycznej pracy.
Nim zaczniesz pisać swoją najlepszą książkę, zapoznaj się ze wskazówkami zawartymi w tym poradniku. Nauczysz się konstruować wiarygodnych bohaterów, tworzyć wciągające fabuły, pisać wartkie dialogi i posługiwać się językiem zmysłów. Dowiesz się także, jak wydawać i promować Twoje dzieło. Odkryjesz, że pisarstwo nie polega na ciągłym zmaganiu się z Muzą. Liczne ćwiczenia z kreatywnego pisania mogą stać się pretekstem do dobrej zabawy, a nawet terapii. A zatem — pisarze do piór!

środa, 8 czerwca 2016

Podstawowe pytania


Tekst nie jest jednostką systemu językowego. Nie jest też czymś wyłącznie statycznym – zapisaną kartką papieru. Jest jednostką komunikatywną, komunikacyjnym zdarzeniem, stanowiącym komponent określonej sytuacji. Trzeba zatem tę sytuację rozpoznać i jak najlepiej się do niej dopasować. W związku z tym musimy zadać sobie kilka wstępnych pytań, które tworzą rodzaj ankiety do wypełnienia (Wiszniewski 2003a: 24–33). Oto one:   Kto? Do kogo? Po co? W jakich okolicznościach?   Aby w miarę wyczerpująco odpowiedzieć sobie na te pytania, trzeba poświęcić trochę czasu – a nie będzie to czas stracony – i uruchomić wyobraźnię, tę podstawę każdego pisania, niezależnie od tego, czy jest to szkolne wypracowanie, czy praca magisterska, czy artykuł prasowy, czy powieść. W tych dwóch pierwszych wypadkach sytuacja komunikacyjna wydaje się zresztą dość łatwa do zrekonstruowania. Uczeń lub student wchodzi za pomocą tekstu w relację z nauczycielem lub promotorem, a jest to relacja nierównorzędna (hierarchiczna), co zazwyczaj wpływa na wymagania stawiane tekstowi – to nauczyciel czy promotor określa przedmiot lub temat tekstu, jego długość, jego formę. Podstawowy cel praktyczny to wykazanie się wiedzą i umiejętnościami (choć są również inne cele, związane z gatunkiem przygotowywanego tekstu). Obaj uczestnicy zdarzenia komunikacyjnego współdziałają w tym samym kontekście sytuacyjnym (we wspólnych dla obu okolicznościach szkolnych czy uczelnianych). Jednak niekiedy zarówno uczeń, jak i student musi „udawać”, że znajduje się w innej sytuacji (np. w wypadku pisania szkolnych tekstów użytkowych lub uniwersyteckich wprawek retorycznych), i wówczas odpowiedzi na powyższe pytania nie będą już tak oczywiste. Tym bardziej nieoczywiste będą dla tekstów prasowych czy literackich.  Rozpoznanie sytuacji komunikacyjnej i próba osadzenia w niej przyszłego tekstu to niezbędny wstęp do dalszej pracy. Dopiero po „wypełnieniu ankiety” będzie można przejść do dwóch pytań najistotniejszych: „Co (chcę napisać)?” i „Jak (to chcę przedstawić)?”. Rozpoznanie sytuacji komunikacyjnej powinno bowiem przekładać się na podstawowe zalety dobrego tekstu, jakimi są:  

zrozumiałość (sens zgodny z zamierzeniem autora),

skuteczność (pełnienie funkcji zaplanowanej przez autora),

stosowność (dopasowanie do okoliczności)
 
 

środa, 1 czerwca 2016

Etapy tworzenia tekstu

Jak tworzy się teksty? Wydawałoby się, że odpowiedź jest prosta: trzeba usiąść i zacząć pisać. Lecz samo pisanie nie jest pierwszym etapem tworzenia tekstu, nie jest też – wbrew pozorom – etapem najważniejszym. Przygotowywać tekst zaczynamy dużo wcześniej, niż na papierze czy ekranie komputera pojawi się pierwsza litera. Zaczynamy od myśli, od pomysłu, od koncepcji, a przełożenie myśli na słowa następuje później, czasem – o wiele później. Naprawdę dojrzały tekst to zazwyczaj tekst, który długo dojrzewa.  Tworzenie tekstu to nie tylko pisanie i nie przede wszystkim pisanie. Tworzenie tekstu to:  
po pierwsze, prace przygotowawcze,
po drugie, praca z materiałem,
po trzecie, zaplanowanie tekstu,
po czwarte, pisanie (robocza wersja tekstu),
po piąte, korekta i ostateczna wersja tekstu.  
Każda z tych części rozpada się na kilka etapów. I tak, prace przygotowawcze obejmują: rozpoznanie sytuacji komunikacyjnej oraz sformułowanie tematu (i tezy). Praca z materiałem to zbieranie materiału, jego selekcja i uporządkowanie. Zaplanowanie tekstu rozpoczyna się od skonfrontowania materiału z tematem i tezą, a kończy na napisaniu konspektu. Pisanie dzieli się na pisanie wstępu, rozwinięcia i zakończenia (przy czym zazwyczaj najlepiej zaczynać od środka). Korekta wreszcie powinna uwzględniać cztery aspekty: kompozycję całości, strukturę poszczególnych akapitów, budowę zdań i poprawność wszystkich składników.
 
NA PODSTAWIE: JAK DOBRZE PISAĆ Od myśli do tekstu Zobacz>>>
 

środa, 18 maja 2016

Dobre pisarstwo - część III


Co sprawia, że dana osoba jest tym, kim jest, sobą, a nie kimś innym? Co jest źródłem jej tożsamości, która trwa z upływem czasu, zmieniając się, a mimo to pozostając sobą – do czasu, gdy przestanie istnieć, a przynajmniej do chwili, gdy jej dalsze istnienie stanie się problematyczne? Wpatruję się w fotografię małego dziecka na letnim pikniku. Dziewczynka jedną rączką ściska dłoń starszej siostry, w drugiej zaś trzyma (niezbyt pewnie) duży plaster arbuza, z trudem starając się go przeciąć maleńkim „o” swoich ust. To dziecko to ja. Ale dlaczego ono to ja? Nie pamiętam tamtego letniego dnia, nie wiem, czy dziecku udało się wepchnąć kawałek arbuza do buzi. To prawda – można wskazać serię następujących po sobie zdarzeń fizycznych, które łączą ciało tej dziewczynki z moim, tak że chciałoby się powiedzieć, iż jej ciało jest moim. Może nasza osobista tożsamość sprowadza się do tożsamości cielesnej. Problem w tym, że trwanie cielesne z upływem czasu również stwarza dylematy filozoficzne. Owa seria następujących po sobie zdarzeń fizycznych zmieniła ciało dziecka, czyniąc je bardzo różnym od tego, które widzę na fotografii. Atomy, z których zbudowane było ciało tamtej dziewczynki, nie tworzą mojego ciała. Nasze ciała nie są do siebie podobne, lecz jeszcze bardziej różnią się nasze punkty widzenia. Mój punkt widzenia byłby dla niej równie niedostępny – wyobraź sobie, że dziewczynka próbuje zrozumieć Etykę Spinozy – jak jej perspektywa dla mnie. Jej przedjęzykowe procesy myślowe byłyby dla mnie w dużej mierze nieuchwytne.

A jednak ona to ja – ta mała, zdeterminowana istota w białym fartuszku z falbankami. Istniała przez wszystkie te lata. Przetrwała choroby wieku dziecięcego, jako dwunastolatka była bliska utonięcia w silnym prądzie odpływowym na plaży Rockaway. Przeżyła inne dramatyczne zdarzenia. Można sobie wyobrazić przygody, po których ona – czyli ja – nie mogłaby pozostać sobą. Czy byłabym wówczas kimś innym, czy po prostu by mnie nie było? Gdybym bez reszty utraciła poczucie Ja – gdyby na skutek schizofrenii, opętania, śpiączki albo demencji nie zostało we mnie ani odrobiny mnie – czy to ja byłabym osobą dotkniętą tym nieszczęściem  czy może już by mnie tutaj nie było? Czy w takim razie byłby to ktoś inny, czy też nie byłoby nikogo?  Czy śmierć jest jedną z przygód, po których nie można pozostać sobą? Siostra, której dłoń ściskam na fotografii, już nie żyje. Codziennie zastanawiam się, czy ona nadal istnieje. Osoba, którą kochaliśmy, wydaje się zbyt ważna, żeby tak po prostu zniknąć z tego świata. Osoba, którą kochamy, jest światem, podobnie jak samych siebie spostrzegamy jako odrębny świat. Czy światy mogą tak po prostu znikać bez śladu? Jeżeli jednak moja siostra istnieje, to czym jest i co łączy to, czym się stała, ze śliczną dziewczynką, która tamtego zapomnianego dnia uśmiechała się promiennie do swojej małej siostrzyczki?
ZOBACZ CAŁY PORADNIK: