OBEJRZY DARMOWY FILM JAK NAPISAĆ KSIĄŻKĘ JAK STWORZYĆ INFOPRODUKT!

Imię:
Adres email:

poniedziałek, 31 marca 2014

Jak pisać - strona tytułowa pracy

Zobacz jak wydać książkę



Strona tytułowa


Na stronie tytułowej najczęściej podaje się dane w następującej


kolejności od góry:


1. nazwa uczelni


2. nazwa wydziału


3. autor pracy (niżej niekiedy trzeba wpisać numer albumu)


4. tytuł pracy (niekiedy po nim znajduje się podtytuł zawężający zakres pracy)


5. promotor i katedra (zakład lub instytut), gdzie praca została napisana


6. miejscowość i rok.


Uwaga!


Na stronie tytułowej bardzo często trafia się błąd ortograficzny powstający przez mechaniczne stosowanie zasady pisowni skrótu wyrazu: doktor. To prawda, że skrót „dr” piszemy bez kropki, lecz na stronie tytułowej wyraz ten występuje najczęściej w dopełniaczu (…pod kierunkiem doktora…). Należy więc pisać go z kropką: p o d k i e r u n k i e m   d r. lub korzystać z drugiej możliwości: p o d k i e r u n k i e m d r a (bez kropki). Są to jedyne poprawne możliwości.
 


 
 Był to fragment publikacji: "Jak napisać, przepisać i z sukcesem obronić pracę dyplomową?"

piątek, 28 marca 2014

Jak pisać - ustawienia edytora

Zobacz jak wydać książkę



Ustawienia podstawowe

Zanim zaczniesz pracować, zrób jedną bardzo ważną rzecz. Przyjrzyj się, czy Twój ekran Worda wygląda tak, jak ten, który widzisz na ilustracji poniżej. Zwróć uwagę na dwa elementy — pasek: S z y b k i d o s t ę p oraz linie wyznaczające granice tekstu.

Pasek narzędzi: Szybki dostęp

Możesz go ułożyć i modyfikować sam w prosty sposób. Możesz

więc także ustawić ikonki dokładnie tak, jak na poniższej ilustracji.

Kliknij na znajdującą się na końcu paska: S z y b k i d o s t ę p strzałkę i zaznacz lub odznacz kliknięciem odpowiednie ikonki. Jeśli chcesz, by w pasku szybkiego dostępu znalazło się więcej ikon lub inne, otwórz: W i ę c e j p o l e c e ń lub kliknij w pasek: S z y b k i d o s t ę p prawym klawiszem myszy i skorzystaj z polecenia: Do s t o s u j p a s e k n a r z ę d z i : S z y b k i d o s t ę p (wygląda trochę inaczej niż ten, który otwiera się z listy rozwijanej, ale łatwo się nim posłużyć).

Granice tekstu

Linie, które widać na stronie po otwarciu nowego dokumentu, są granicami tekstu. Moim zdaniem ułatwiają rozmieszczanie

wszystkich elementów dokumentu. Zazwyczaj je włączam (w każdej chwili można je wyłączyć). Ni e w i d a ć i c h n a wy d r u k u . Aby były widoczne, należy kliknąć w kolorowe logo pakietu Office w lewym górnym rogu ekranu, a następnie postępować, jak pokazano na rysunkach poniżej (kliknąć kolejno na: O p c j e p r o g r a m u W o r d , Za a w a n s owa n e , zaznaczyć okienko: P o k a ż g r a n i c e t e k s t u ).

środa, 26 marca 2014

Jak pisać - pisanie pracy na komputerze

Zobacz jak wydać książkę


Jak poradzić sobie z komputerową wersją pracy?



Co do formy, wymagania oczywiście określa promotor. Najczęściej jednak wymaga on tylko, aby praca wyglądała typowo, czyli strona zawierała około 1800 znaków (średnio 30 linijek po 60 znaków — jest to tzw. strona maszynopisu znormalizowanego). Interlinia ma wynosić 1,5, a czcionka — 14 pt (przy czym dodać tu należy, że dotyczy to czcionki Times New Roman). To wszystko definiujemy, przygotowując szablon pracy (patrz następny rozdział).

Niektórzy promotorzy zalecają pisanie pracy czcionką 12 pt. Jest z tym jeden problem. W jednej linii mieści się wtedy znacznie powyżej 60 znaków, a interlinia wydaje się nienaturalnie szeroka (o ile zachowa się 30 linii na stronie). Dobrze byłoby wtedy zwiększyć marginesy, żeby tekst wyglądał dobrze, a liczba znaków na stronie w przybliżeniu równała się liczbie znaków na stronie znormalizowanej. W każdym przypadku najlepiej zapytać promotora, czy ma określone wymagania co do wyglądu strony.

Osobiście radzę unikania pozornego powiększania pracy przez
zwiększanie rozmiaru czcionki lub odległości między liniami, dodawania centymetrów do marginesów itp. To widać przy pierwszym spojrzeniu na pracę. Zwykle na 40 stronach pracy (a takie najczęściej chcemy „powiększyć”) niewiele zyskujemy, bo do trzech stron, a chęć „napompowania” objętości jest z daleka widoczna.

Lepiej dołożyć ilustracje, schematy, dodatkowe tabele lub wykresy  do istniejących już tabel oraz spisy tabel, wykresów, ilustracji. Praca zyska wtedy i na ilości, i na jakości.

Dla porządku muszę przypomnieć, że to wydanie oparte jest na

wersji Worda 2007.

 




poniedziałek, 24 marca 2014

Jak pisać - przystępujemy do pisania

Zobacz jak wydać książkę



Przystępujemy do pisania


Zebraliśmy materiały, mamy komplet fiszek, kilka najważniejszych książek i — jeśli to praca badawcza — wypełnione kwestionariusze ankiet (jak je przygotować, czytaj w dalszej części książki).


Wiedza o tym, jaka powinna być kolejność pisania poszczególnych rozdziałów, z pewnością ułatwi nam pracę. Najpierw tworzymy rozdziały, a dopiero później wstęp i zakończenie. Bibliografię uzupełniajmy na bieżąco i umieszczajmy w osobnym pliku podczas wprowadzania do pracy kolejnych publikacji, z których cytujemy fragmenty lub do których się odnosimy.


Uwaga!


W żadnym, ale to w żadnym wypadku nie wolno nam użyć cudzych słów bez cudzysłowu, bo to zwyczajna kradzież. Jeżeli korzystamy tylko z jakiegoś fragmentu książki i nie cytujemy, tylko opisujemy go własnymi słowami, nie umieszczamy tego tekstu w cudzysłowie, ale na końcu akapitu wstawiamy przypis.


Pamiętajmy o zachowaniu w całej pracy jednolitej formy czasowników. Możemy użyć:


1. 1. os. l. poj., np. „W pracy postaram się przedstawić…”, „Zaobserwowałem, że…”, „W celu przeprowadzenia badań przygotowałem…”.


2. 1. os. l. mn., np. „W pracy postaramy się przedstawić…”, „Zaobserwowaliśmy, że…”, „W celu przeprowadzenia badań przygotowaliśmy…”.


3. form nieosobowych, np. „W pracy postarano się o przedstawienie…”, „Zaobserwowano, że…”, „W celu przeprowadzenia badań przygotowano…” lub „Praca przedstawia…”, „Obserwacje dotyczą…”.


Niekiedy piszący zastanawiają się, która z tych form jest lepsza.


Najbardziej „naukowo” brzmi forma nieosobowa i jest chyba najczęściej stosowana i zwykle niekwestionowana przez promotora.


Dość często można spotkać też formę w 1. os. l. poj. Najrzadziej można się zetknąć z formą drugą. O wyborze jednej z nich decydują osobiste upodobania promotora.





Wstęp piszemy na końcu!


Jak już wspomniałam, wstęp piszemy na końcu pracy. Powód tego jest prozaiczny. Mamy już co prawda temat i plan pracy, więc jakby i gotowy materiał do napisania wstępu, ale nierzadko się zdarza, że w czasie przeprowadzania badań i pisania kolejnych rozdziałów dokonujemy zmiany pierwotnego planu.


Co powinno znaleźć się we wstępie?


Zazwyczaj wstęp zajmuje od 1 do 3 stron znormalizowanego


maszynopisu i składa się z trzech krótkich części.


1. Na początku — krótkie odniesienie do ważności tematu i jego


równie krótka charakterystyka.


2. W środku — przedstawienie celu i zakresu pracy.


3. Na końcu — zawartość poszczególnych rozdziałów.
Był to fragment publikacji: "Jak napisać, przepisać i z sukcesem obronić pracę dyplomową?"

piątek, 21 marca 2014

Trzęsawisko rozpaczy

Zobacz jak wydać książkę


Wtedy jednak pojawia się stopniowo świadomość wszystkiego, co niesie z sobą życie pisarza: nie łatwe marzycielstwo, tylko ciężka praca nad przekształceniem marzenia w rzeczywistość, bez poświęcania jego wspaniałości i czaru; nie bierne podążanie za historią opowiadaną przez kogoś innego, ale znalezienie i ukończenie własnej historii; nie napisanie kilku stron, które zostaną ocenione jedynie pod kątem stylu i poprawności, a perspektywa pisania akapitu za akapitem i strony za stroną, które będą czytane ze względu na swój styl, zawartość i siłę wyrazu. I nie jest to bynajmniej wszystko, co dostrzega przed sobą początkujący pisarz.

Martwi się, myśląc o swej niedojrzałości, zastanawiając się, jak

w ogóle mógł myśleć, że ma cokolwiek wartościowego do powiedzenia. Odczuwa taką samą tremę, myśląc o swych niewidocznych czytelnikach, jaką ma każdy debiutujący aktor.

Odkrywa, że kiedy jest w stanie zaplanować swą fabułę krok po

kroku, płynność, z jaką powinien pisać, nagle znika. Albo też, kiedy podchodzi do tej sprawy z większą swobodą i puszcza wodze fantazji, cała fabuła zaczyna mu się rozłazić. Obawia się, iż ma skłonność do pisania historii, które są wszystkie takie same, albo drętwieje na myśl, że już nigdy, po ukończeniu danego opowiadania, nie znajdzie drugiego, które będzie mu się tak samo podobać.

Zacznie śledzić to, co piszą aktualne literackie sławy, dręcząc się, że brak mu poczucia humoru tego pisarza albo pomysłowości tamtego.

Znajdzie setkę powodów, by zwątpić w siebie, i ani jednego, by

w siebie uwierzyć. Zacznie podejrzewać, że ci, którzy go zachęcali, są zbyt pobłażliwi, albo też zbyt odlegli od artystycznego rynku, by znać standardy obowiązujące dla odnoszącej sukcesy literatury. Albo też przeczyta dzieło prawdziwego mistrza słowa i rozziew  między talentem tamtego, a jego własnym wyda mu się niezgłębioną przepaścią, pożerającą wszelką nadzieję. W takim też stanie, od czasu do czasu rozjaśnianym chwilami, w których ma poczucie żywotności i siły swego talentu, może pozostawać przez miesiące i lata.

Każdy pisarz przechodzi okresy zwątpienia i rozpaczy. Bez wątpienia tych wielu obiecujących, jak też większość tych, którzy nie są stworzeni, by pisać, w tym miejscu zawraca i znajduje sobie mniej wymagającą drogę życia. Inni potrafią odnaleźć drugi brzeg swego trzęsawiska rozpaczy, czasem z pomocą inspiracji, czasem po prostu dzięki wytrwałości. Jeszcze inni zwracają się ku książkom i doradcom. Jednak często nie potrafią określić źródła dręczącego ich poczucia bezradności — mogą nawet doszukać się fałszywych przyczyn swego lęku, sądząc, że tracą na sile wyrazu, ponieważ „nie potrafią pisać dialogów” albo „nie wychodzi im intryga”, albo „wszystkie ich postacie są zbyt sztywne”. Kiedy zaś po zadaniu sobie wielkiego trudu, by te braki pokonać, stwierdzają, że ich problemy nie zniknęły, następuje kolejny, nieoficjalny odsiew.

Niektórzy wypadają z grupy, inni trwają, mimo że osiągnęli stan

otępiałego dyskomfortu i czują, że nie potrafią już zdiagnozować swych problemów.

Żadne zniechęcające udręki serwowane im przez redaktorów, nauczycieli i starszych pisarzy nie zdołają wyeliminować niedobitków tego typu. Taki ktoś musi przede wszystkim zrozumieć, że próbował robić zbyt wiele na raz, następnie zaś, że choć rozpoczął samokształcenie krok po kroku, to jednak wykonał kroki niewłaściwe. Większość metod kształcenia świadomej strony pisarza — rzemieślnika i krytyka, który w nim jest — w istocie szkodzi jego stronie nieświadomej, czyli artyście. Twierdzenie odwrotne również jest słuszne. JEST JEDNAK MOŻLIWE KSZTAŁCENIE OBU STRON OSOBOWOŚCI TAK, BY PRACOWAŁY W HARMONII, ZAŚ PIERWSZYM DO TEGO KROKIEM JEST ZDANIE SOBIE SPRAWY Z TEGO, ŻE MUSISZ SIĘ UCZYĆ TAK, JAKBYŚ NIE BYŁ JEDNĄ OSOBĄ, TYLKO DWIEMA.


BYŁ TO FRAGMENT PUBLIKACJI: "Będę pisarzem" autorka: Dorothea Brande


wtorek, 18 marca 2014

Codzienne przykłady podwójnej osobowości

Zobacz jak wydać książkę




Ten dwoisty charakter geniusza to niemal zjawisko powszechne.


W rzeczywistości dotyczy to nas wszystkich, przynajmniej w pewnym stopniu. Każdy kiedyś doświadczył tego, że w jakiejś niezwykle trudnej sytuacji działał z determinacją i precyzją, które potem jemu samemu wydawały się niewiarygodne — tak właśnie ideę funkcjonowania geniusza ujmował i przekazywał nam Frederic W.H. Myers. Istnieje również zjawisko „drugiego oddechu”, przychodzącego po długim okresie bezowocnego wysiłku, kiedy nagle zmęczenie z nas opada, nasza wola podnosi się z wyczerpanego umysłu czy ciała niczym Feniks z popiołów, a robota, dotychczas kulejąca, zaczyna nam po prostu iść jakby sama z siebie. Kolejnym jest niejasne, ale pokrewne zjawisko, polegające na tym, że podejmujemy decyzję lub rozwiązujemy problem podczas snu, i ta decyzja lub rozwiązanie okazują się właściwe. Wszystkie te codzienne cuda dotykają geniuszu. W takich chwilach świadomość i nieświadomość łączą się w wysiłku i wspólnie spiskują, by osiągnąć maksymalny efekt; wspomagają się nawzajem, wspierając, wzmacniając i uzupełniając jedna drugą, w ten sposób, że będące tego skutkiem działanie wynika z pełnej, zintegrowanej osobowości, niosąc w sobie autorytet niepodzielonego umysłu.


Człowiek utalentowany to ktoś, kto zazwyczaj (albo bardzo często lub z dużym powodzeniem) działa tak, jak jego mniej uzdolnieni bliźni czynią tylko sporadycznie. Taki ktoś nie tylko bierze udział W jakimś wydarzeniu, ale także tworzy je, pozostawiając zapis danej chwili na papierze, na płótnie czy w kamieniu. Tak czy inaczej, człowiek taki sam tworzy sytuacje, a potem w nich uczestniczy, zaś


jego chęć zarówno inspirowania, jak i tworzenia, odróżnia go od


jego bardziej biernych, mniej odważnych towarzyszy.


Każdy, kto naprawdę pragnie pisać, zdaje sobie w jakimś stopniu z tego sprawę. Często wraz z pojawieniem się wizji mają miejsce również pierwsze trudności. Start do kariery jest dość łatwy:


skłonność do marzycielstwa, miłość do książek, wczesne odkrycie, że nie jest zbyt trudno sformułować wyrażenie — znaleźć którąś z tych rzeczy albo wszystkie we własnej młodzieńczej świadomości, to uwierzyć, że odnalazło się swoje nieuchronne, a zarazem nie przerażająco onieśmielające powołanie.


 






piątek, 14 marca 2014

„Rozdwojenie” nie zawsze jest psychopatyczne!

Zobacz jak wydać książkę


Wszyscy przeczytaliśmy wiele reportaży w weekendowych
wydaniach gazet, artykułów w magazynach i mnóstwo popularnych książek o psychologii, więc naszym pierwszym odruchem jest gwałtowna niechęć do słów „rozdwojenie osobowości”. Ktoś o podwójnej osobowości czytelnikowi posiadającemu pewną liczbę nie do końca przetrawionych pojęć o konstrukcji umysłu wydaje się nieszczęśliwcem nadającym się do hospitalizacji na oddziale zamkniętym, a w najlepszym przypadku człowiekiem rozchwianym, o histerycznym usposobieniu. A przecież każdy autor stanowi bardzo szczęśliwy przykład rozdwojenia osobowości, co właśnie czyni z niego tak zadziwiającą, niezrozumiałą, intrygującą, a zarazem irytującą istotę w oczach zwykłych zjadaczy chleba, szczycących się tym, że oni przynajmniej są cali — składają się z jednego kawałka.

Nie ma jednak nic skandalicznego czy niebezpiecznego w przyznaniu, że nasz charakter ma więcej niż jedną stronę.

Pamiętniki i listy genialnych ludzi pełne są fragmentów potwierdzających ich przekonanie, że posiadają dwoistą, albo i wieloraką, naturę. Zawsze mamy tam zwykłego człowieka, który chodzi, oraz geniusza, który lata. Idea alter ego — drugiego „ja”, albo wyższego „ja” — powraca zawsze, ilekroć jakiś geniusz uświadamia sobie, jak funkcjonuje, a świadectwa tego znajdujemy w każdym stuleciu.
BYŁ TO FRAGMENT PUBLIKACJI: "Będę pisarzem" autorka: Dorothea Brande

środa, 12 marca 2014

Dwie strony pisarza

Zobacz jak wydać książkę


Istnieje jednak i inny element osobowości pisarza, niemniej ważny dla jego sukcesu. Autor musi być dorosły, mieć wyrobiony smak, być opanowany, powściągliwy i sprawiedliwy. Jest to jego część, strona odpowiadająca bardziej niż artyście rzemieślnikowi, robotnikowi albo krytykowi. I ta strona musi cały czas działać — jednocześnie ze stroną emocjonalną, dziecinną oraz poprzez nią. Inaczej nie otrzymamy dzieła sztuki. Jeśli którykolwiek z tych dwóch elementów osobowości artysty uzyska zbytnią przewagę, skutkiem będzie dzieło słabe, albo też nie będzie go wcale. Pierwszym zadaniem pisarza jest zrównoważenie obu tych elementów swojej natury, połączenie ich różnych aspektów w jedną zintegrowaną osobowość. Pierwszym zaś krokiem w kierunku uzyskania tego szczęśliwego rezultatu jest oddzielenie ich w celu przeanalizowania i ćwiczeń.
 

BYŁ TO FRAGMENT PUBLIKACJI: "Będę pisarzem" autorka: Dorothea Brande

poniedziałek, 10 marca 2014

Artyści prawdziwi i fałszywi

Zobacz jak wydać książkę


Co by nie mówić, bardzo niewielu z nas wychowuje się w domach, gdzie moglibyśmy oglądać przykłady prawdziwego artystycznego temperamentu, a ponieważ artyści naprawdę — z konieczności — wiodą swe życie zgodnie z innymi zasadami niż typowy biznesmen, bardzo łatwo, patrząc z zewnątrz, opacznie zrozumieć, co ów artysta robi i dlaczego. Obraz artysty widzianego jako monstrum złożonego w części z kapryśnego dziecka, w części z cierpiącego męczennika, w części z żyjącego z dnia na dzień lekkoducha, to dziedzictwo poprzedniego wieku1. Co więcej — dziedzictwo bardzo wstydliwe.


Istnieje wcześniejsza i zdrowsza od tej idea artysty, ukazująca
geniusza jako kogoś bardziej wszechstronnego, bardziej współczującego, bardziej sumiennego od swych bliźnich, o bardziej wyrobionym smaku i mniej zależnego od opinii tłumu.


Ziarno prawdy tkwiące w pojęciu: fin de sičcle jest natomiast takie, że utalentowany autor zachowuje do ostatniego oddechu swą spontaniczność, dziecięcą wrażliwość i „niewinność spojrzenia”, która tak wiele znaczy dla malarza; zdolność szybkiego, pełnego świeżości reagowania na nowe sceny, zaś na stare tak, jakby były nowe; umiejętność postrzegania rysów i charakterystycznych cech tak, jakby wyszły w tej właśnie chwili spod ręki Boga — zamiast je natychmiast sortować według zakurzonych kategorii i szufladkować bez zdziwienia czy ciekawości; zdolność odczuwania sytuacji tak bezpośrednio i z takim zapałem, że słowo „banalny” niemal nie ma dlań sensu; oraz zawsze dar dostrzegania „związków pomiędzy rzeczami”, o których Arystoteles mówił dwa tysiące lat temu.


Świeżość reakcji jest sprawą życiową dla talentu pisarza.




Na podstawie: Będę pisarzem

sobota, 8 marca 2014

Jak kultywować pisarski temperament

Zobacz jak wydać książkę


Na samym początku trzeba powiedzieć, że zostanie pisarzem to

przede wszystkim sprawa kultywowania pisarskiego temperamentu.

Wiem oczywiście, że słowo „temperament” jest dla osób zrównoważonych bardzo podejrzane i nie ma wśród nich najlepszej opinii, spieszę więc wyjaśnić, że częścią tego programu nie jest wpajanie komukolwiek dzikiego „cygańskiego” nastawienia do świata, czy też głoszenie, że kaprysy i skoki nastroju (tam, gdzie one rzeczywiście występują) to niezbędny akompaniament życia autora.

Przeciwnie, wahania nastroju i uczuciowe wybuchy, tam gdzie one rzeczywiście zachodzą, są oznaką, że osobowość danego autora nie działa jak należy — że zużywa się w jałowych wysiłkach i emocjonalnym wyczerpaniu.

Powiedziałam: „Tam gdzie one rzeczywiście zachodzą”, ponieważ wiele z nadętych idiotyzmów, które przeciętny człowiek uważa za integralną część charakteru artysty, w ogóle nie istnieje i widziane jest wyłącznie okiem obserwatora. Taki ktoś całe życie słuchał opowieści o artystach i naprawdę wierzy, że licentia poetica oznacza, iż artysta rości sobie prawo do ignorowania każdego moralnego kodeksu, który mu nie odpowiada. To, co ludzie niebędący pisarzami myślą na temat artystów, miałoby małe znaczenie, gdyby nie to, że ma to wpływ na tych, którzy sami chcą pisać — wbrew swej woli i wbrew własnemu zdrowemu rozsądkowi zostają przekonani, iż coś strasznego i niebezpiecznego jest w życiu artysty, a część tej nieśmiałości, w której dostrzegliśmy przyczynę kłopotów, wynika właśnie z owej łatwowierności w stosunku do popularnych opinii.
Na podstawie: Będę pisarzem

czwartek, 6 marca 2014

Pisarze, czyli kto?

Jeśli te trudności są właśnie takie, musimy starać się im zaradzić tam, gdzie powstają — w życiu, w nastawieniach i w nawykach, w samej osobowości twórcy. Kiedy zaczniesz rozumieć, co to znaczy być pisarzem, kiedy dowiesz się, jak artysta funkcjonuje i także zaczniesz postępować w ten sam sposób; gdy zorganizujesz swoje sprawy i swoje stosunki tak, żeby Ci pomagały, zamiast stanowić przeszkodę na drodze do wybranego przez Ciebie celu, wówczas tamte książki na Twoich półkach, te o technice pisania literackiej fikcji, albo te inne, przedstawiające modele stylu prozy czy konstrukcji fabuły do naśladowania, będą w Twych oczach wyglądały całkiem inaczej i staną się zdecydowanie bardziej pomocne. Ta książka nie ma na celu zastąpienia tamtych książek o pisarskim rzemiośle. Istnieją pewne podręczniki tak cenne, że żaden pisarz nie powinien się bez nich obywać. Moja książka nie jest nawet uzupełnieniem dla takich prac, jest natomiast do nich pewnym
wstępem. Jeśli jej się uda, nauczy początkującego nie jak pisać, ale jak być pisarzem, a to coś całkiem innego.
Dorothea Brande: Będę pisarzem>>>

poniedziałek, 3 marca 2014

Sprzedaż praw autorskich - część II



Bardzo ważne jest odpowiednie skonstruowanie umowy i przemyślenie jej warunków. Istotne jest bowiem, czy sprzedajesz prawa wyłącznie do dalszej odsprzedaży, czy też prawa do dalszej odsprzedaży praw itd. Takie rozwiązanie wydaje się nieco karkołomne, ale wierz mi, że jest stosowane. Najlepszym z rozwiązań jest sprzedaż praw jedynie kilku partnerom za wysoką cenę niż większej ich liczbie za cenę niższą. W ten sposób łatwiej jest utrzymać kontrolę. Przy okazji muszę zwrócić uwagę na kilka spraw. Po pierwsze i najważniejsze, jeśli napisałeś coś i od razu chcesz w ten sposób zarobić na swoim dziele, popełniasz błąd i istnieje nieprzyzwoicie wysokie prawdopodobieństwo, że okażesz się frajerem.


Wyobraź sobie, że nazywasz się Aleksander Sowa i napisałeś jakiś poradnik pod pseudonimem. Nie proponujesz go żadnemu wydawcy, bo na pierwszy rzut oka temat wydaje się mocno trywialny i po prostu nie wierzysz, że znajdzie się wystarczająco wielu chętnych, aby kupić ów poradnik za 30 zł. Masz zatem przeczucie. Kierując się nim, wybierasz opcję sprzedaży praw autorskich swoim kumplom, którzy prowadzą strony internetowe, na których zarabiają dzięki programom partnerskim księgarń internetowych. Piszesz wiadomość, przesyłasz w załączniku ebooka i po kilku dniach sprzedajesz go za łączną sumę 1500 zł trzem z nich. Jesteś zadowolony, bo zarobiłeś. Miałeś przeczucie. Tyle że lepiej zrobiłbyś, sprawdzając, czy jest ono prawidłowe. Są na to różne sposoby. Mogłeś udostępnić na swojej witrynie darmowy fragment ebooka i sprawdzić, ile było pobrań.


Mogłeś wystawić na Allego.pl, eBayu czy innej platformie aukcyjnej na próbnej aukcji i sprawdzić, jakie jest zainteresowanie. Bo mogło się okazać, że Twoje przeczucie nie jest warte funta kłaków. Nie jesteś specem od marketingu i przeczuciem możesz się kierować w sprawie ilości soli, jaką trzeba wsypać do wody na ziemniaki.


Dlaczego o tym piszę? Bo napisałem taki poradnik. Trwało to nie więcej niż 2 tygodnie i po kilka godzin dziennie. Nie sądziłem, że zarobię na tym więcej niż kilkaset złotych. Ale postanowiłem spróbować. Kiedy okazało się, że jest zainteresowanie, skontaktowałem się z wydawcą. Ten się zainteresował i teraz przez ponad 3 lata co miesiąc zarabiam na tym jednym, wyłącznie jednym i napisanym w 2 tygodnie ebooku, 500–700 (a czasem więcej) zł.


Gdybym wtedy zdecydował się na sprzedaż za 15000 zł, uciekłoby mi naprawdę sporo gotówki.


Z drugiej jednak strony, jeśli przywołasz w pamięci przykładowe panele autorskie, jakie wcześniej zamieściłem, być może skojarzysz, że za jeden z poradników system nalicza za każdą sprzedaż tłuściutkie 0,00 zł. Rzecz dotyczy poradnika Jak jeździć oszczędnie.


To nie pomyłka i odgrażałem się, że jeszcze do tematu wrócę.


Owszem. Pisałem poradnik przez prawie 8 miesięcy. Czytałem najnowsze publikacje techniczne, jak również te stare. Zajmowałem się aerodynamiką i konstruowaniem samochodów. Prowadziłem testy w swoim samochodzie i przejechałem wiele kilometrów.


Rozmawiałem nawet z mechanikami, a jeśli kiedykolwiek z którymś prowadziłeś dyskusje, wiesz, jaka to męka. Zbierałem zdjęcia, oglądałem filmy i pisałem… Tak powstało ponad 130 stron wiedzy, którą zaproponowałem wydawcy. Ten zaś, po namyśle i przeprowadzeniu badań marketingowych (tak!) odpowiedział, że o ile publikacja jest ciekawa, napisana dobrze i wydawałoby się, że potrzebna, to jednak nie znajdzie wystarczającej liczby nabywców, aby opłacało się ją wydać na papierze.


Co za bzdura, pomyślałem urażony! Rękopis trafił do innego wydawcy, który zgodził się w formie elektronicznej tę pozycję opublikować. I okazało się, że przez dwa lata od wydania poradnik znalazł mniej niż 100 nabywców. Po otrzymaniu propozycji od wydawcy, polegającej na sprzedaży praw majątkowych do niej, zgodziłem się. O kwocie pisał nie będę, bo nie uważam, aby było to stosowne. Obecnie wydawca nadal sprzedaje tego ebooka, niemniej już nie wypłaca prowizji za sprzedaż autorowi, a zatem mnie. Dodaje też moją publikację w formie gratisu do innych zakupionych ebooków, z czego czytelnicy są z pewnością zadowoleni. Otrzymują bowiem pełnoprawną publikację, która ich interesuje, ale nie byliby skłonni za nią zapłacić. Wprawdzie jako że zbyłem prawa majątkowe i nie dostaję także prowizji od tych rozdawanych egzemplarzy, mam swoje profity. Korzyścią dla mnie jest, że czytelnicy stykają się z moim nazwiskiem, co być może zaprocentuje kiedyś zakupem innej publikacji. Tym bardziej że w tej konkretnej książce zamieszczone są hiperłącza do mojej strony autorskiej.


Kolejnym tematem jest sprzedaż praw autorskich zależnych. A zatem chodzi o tłumaczenia i tworzenie innych dzieł na podstawie naszego — filmów, sztuk teatralnych itp. Niewiele na ten temat z własnego doświadczenia wiem, toteż mądrować się nie będę i nagrodzonego Nagrodą Nike bufona udawać nie zamierzam. Tłumaczenia i adaptacje to oczywiście możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy, jeśli więc ktoś chce tłumaczyć Twoje dzieło lub dokonywać adaptacji teatralnej czy filmowej, gratuluję. Jest to z pewnością sukces. Konieczne będzie spisanie umowy dotyczącej zasad tych adaptacji czy też tłumaczenia i formy wynagrodzenia dla Ciebie. I jak zwykle proponuję wynagrodzenie procentowe, jako o wiele korzystniejsze. Tyle tylko, że najprawdopodobniej jeśli dojdzie do takiej sytuacji, obok Ciebie będzie już ktoś, kto będzie zajmował się Twoimi (i swoimi) interesami, tak aby zarobić jak najwięcej.